Zaczęło mnie zastanawiać, czy mając
już nie malucha, a przedszkolaka w domu dobieramy kosmetyki tak
dokładnie jak w przypadku niemowlęcia. Muszę stwierdzić, że dla
mnie ma już to ciut mniejsze znaczenie jak przedtem. Na rynku jest
tyle tego... Większość przeznaczona dla maluchów, a my i
tak nie mamy jakiejś jednej marki dla której odrzucamy inne.
Od pierwszych dni życia w naszej kosmetyczce dzidziusia znalazły
się:
- delikatny szamponik
- emolienty do kąpieli
- krem do pupy i chusteczki nawilżane
- Na specjalne działanie- krem na zimę oraz balsam z filtrem.
Tyle na poczatek wystarczyło, bez
żadnego wygłupiania się z balsamami, mleczkami czy innymi
kosmetykami. Dobry emolient doskonale działał na skórkę.
Później doszły płyny lub żele
do mycia natłuszczające, oliwka- na ciemieniuchę. Preparat na
komary i kleszcze.
Wszystkie kosmetyki dobierałam do
wieku, mając baczną uwagę na skład- im mniej tym lepiej. Ważne
jest aby nie zawierały sulfaktantów, czyli substancji
pieniących, ani środków zapachowych czy barwników.
Szukałam produktów z atestem lub pozytywną opinią Ośrodka
badawczego.
Teraz gdy córcia uczęszcza do
przedszkola nie jest łatwo dorwać ją wieczorem aby nasmarować jej
skórę jakimś balsamem. Więc tego prawie wcale nie używamy,
chyba że księżniczka wyrazi chęć smarowania się samej.
W
kosmetyczce można teraz znaleźć:
- Płyn do kąpieli- najlepiej jaki fantazyjny co robi nie lada efekty :)
- szampon- najzwyklejszy
- mleczko do ciała
- krem SOS na suche pazurki głównie zimą
- mydełko w piance
- płyn do rozczesywania włosów
- Na zimę, lato oczywiście płyn antykomar, balsam z filtrem, krem na zimę.
Co zauważyłam- dzieci w tym wieku chcą
się upodobnić do rodziców. Najchętniej kosmetyki dla
dorosłych używałyby również one. W trosce więc o skórę
córeczki wybieram coś efektowniejszego specjalnie dla dzieci, aby zechciała używać
bez oporów. Pianka do rąk sprawdziła się w tej roli bardzo,
nie mówiąc już o księżniczkowych opakowaniach. Bardzo
ułatwia nam to sprawę.